Menu
NIEDZIELA 06.01.2019

ZROZUMIEĆ SENS JEGO PRZYJŚCIA

Choć liturgiczny Okres Bożego Narodzenia trwa nadal, to jednak wraz z dzisiejszą uroczystością kończy się czas świąteczny. Jedni przyjmują ten fakt, ze smutkiem, ponieważ to przecież takie wyjątkowe dni w roku. Inni z ulgą, bo jednak wcale nie tak rzadko słyszy się zdania, takie jak te: nienawidzę tych świąt, wolałbym je przespać, to dla mnie najgorsze dni w roku. Skąd takie skrajne opinie? Dlaczego dla jednych to samo doświadczenie budzi tak odmienne odczucia?

Być może jakieś światło rzuca na tę sprawę jedno zdanie Ewangelisty Mateusza: Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Przerażenie władcy jest dla nas zrozumiałe, ponieważ wiemy, w jaki sposób dochodziło w historii do obalenia monarchii, nawet jeśli następca tronu był jeszcze dzieckiem. Żeby uchronić się przed utratą władzy, lub śmiercią, samemu trzeba było wymordować wrogą opozycję. Herod nie działa z motywów religijnych, nie ma tak naprawdę pojęcia kim jest to  Dziecko, o którym mówią mu arcykapłani. On po prostu boi się, że straci władzę. I dlatego rodzi się w nim taka agresja, gdy mędrcy nie wracają do niego.

Niechęć i agresja, z jaką ludzie podchodzą do tych Świąt, również w wielu przypadkach nie bierze się z wrogości wobec samego Chrystusa. Zwłaszcza, że współczesne media i przemysł rozrywkowy systematycznie prezentują Święta Bożego Narodzenia bez mówienia o narodzeniu, a tym bardziej o Bogu. Ci, którzy nienawidzą świąt, najczęściej niosą w swoim sercu jakieś bolesne doświadczenie z przeszłości, jakąś pustkę. Bo wiele się w tych dniach mówi o miłości, o zgodzie, o pokoju, ale między nami często wcale ich nie ma. Robimy uroczyste wieczerze wigilijne, ale może jest w nich więcej nadętego folkloru, niż zwyczajnej okazji do tego, by być razem, by rozmawiać szczerze i uczciwie, by się o siebie zatroszczyć. O wiele łatwiej jest coś położyć pod choinką raz w roku, niż cierpliwie kochać z dnia na dzień.

I dlatego ci, którzy widzą, jak daleko jest od tych wielkich słów do konkretów życia, mówią: nienawidzę tych świąt. Niestety w większości wcale nie są to ludzie starzy i samotni, dla których to właśnie mogłoby być powodem rozgoryczenia. To młodzi, widząc powierzchowne przeżywanie tego czasu, zniechęcają się zarówno do niezrozumiałych tradycji, jak i do samego Boga. Cóż dopiero powiedzieć, gdy dla młodego człowieka Boże Narodzenie w domu rodzinnym kojarzy się z awanturami, alkoholem w nadmiarze i chęcią ucieczki z domu. Zatem, aby co roku nie przeżywać podobnego bólu, dorastając wymazują z kalendarza te dni. Nie chcą Bożego Narodzenia, ale nie jest to akt braku wiary, lecz zwyczajna chęć uchronienia się przed cierpieniem.

Musimy zobaczyć tę złożoną rzeczywistość, my właśnie – uczestnicy wydarzeń religijnych, my przystępujący częściej niż inni do sakramentów. Musimy zgodzić się z tym, że przyjście naszego Zbawiciela na ziemię, Jego objawienie się światu w tak różnorodny sposób jest przyjmowane i takie właśnie budzi reakcje. I nie może nas to ani dziwić, ani gorszyć, a tym bardziej nie powinno sprawiać, że będziemy mówić: „Cóż się to porobiło? Dawniej tak nie było”. Bo to nie prawda. Zawsze było dokładnie tak samo. Ludzie bali się Boga, uciekali przed Nim, ale jeszcze bardziej bali się i boją nadal, ponieważ nie rozumieją.

Jezus był zagrożeniem, ale tylko w oczach Heroda. I to właśnie dlatego, że król nic nie zrozumiał z tego, co przeczytali mu w Świętych Pismach oświeceni faryzeusze, a oni z kolei nie raczyli mu wyjaśnić tych słów. I wciąż w oczach wielu ludzi Chrystus jest zagrożeniem, bo ci, którzy powinni tłumaczyć i wyjaśniać, milczą, lub mówią w sposób niezrozumiały. A może sami nie wiedzą, dlaczego i po co tak naprawdę należy świętować fakt narodzenia się Syna Bożego.

Dziś my – wierzący z podziwem patrzymy nie na świętych chrześcijańskich, ale właśnie na pogan – mędrców ze Wschodu, ponieważ to oni wykazali się niezwykłą mądrością i – paradoksalnie – wiarą! I w tę Uroczystość Objawienia Pańskiego pokornie błagamy Boga o dar objawienia, zrozumienia tego, po co jest nam w naszym życiu potrzebny Chrystus. A może jeszcze o coś bardziej podstawowego, o umiejętność poszukiwania prawdy, nawet wówczas jeśli tak trudno jest ją zrozumieć.