NIEDZIELA 03.02.2019

TE TRZY

Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość – te trzy.                                                           1Kor 13, 13

Istotę „tych trzech” tłumaczą czytania biblijne dzisiejszej niedzieli. Fragment proroctwa Jeremiasza jest nauką o nadziei. Miłość opisuje w swoim słynnym hymnie Paweł Apostoł. O wierze mówi Jezus w synagodze do swoich rodaków.

Prorocy Izraela nie mieli prostego życia. Bóg wybierał ich do tej misji w sposób nagły i nieodwołalny, choć nierzadko opierali się Mu i uciekali przed odpowiedzialnością. W burzliwym okresie wojen czy prześladowań głosili nauki niewygodne dla słuchaczy, szczególnie zaś dla elit Narodu Wybranego, a wykazując niewierność ludzi wobec Boga, narażali się na dezaprobatę. Popadali w niełaskę władców, zapowiadając ich klęski militarne. Byli zatem więzieni i torturowani, a jeśli nadal nie chcieli wygłaszać pochwał króla – byli mordowani.

W tym kontekście należy odczytywać objawienie otrzymane przez jednego w największych proroków Izraela – Jeremiasza. Bóg mówi do niego: Przepasz biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich… Oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą,  by cię ochraniać. Zaufaj mi – mówi Pan – skoro cię posłałem, Ja też będę cię ochraniał!                                                                                                                            Jr 1, 17-19

Ta moc Boga, jest jak moc miłości, którą sławi święty Paweł. Znamy dobrze ten fragment Pisma świętego, gdyż towarzyszy on często uroczystościom ślubnym. Moc miłości rzeczywiście jest ogromna. Bez miłości całkiem bezwartościowa staje się nawet rozległa wiedza. Bez miłości puste są heroiczne gesty. Bez miłości nawet wiara – zgadza się! Nawet sama wiara! – na nic się nie przydaje. Miłość rzeczywiście ma moc wszystko znieść, wszystkiemu wierzyć, we wszystkim pokładać nadzieję i wszystko przetrzymać. Miłość rzeczywiście nigdy nie ustaje. Ale tylko pod warunkiem, że jest właśnie: cierpliwa, łaskawa, niezazdrosna, pokorna, czysta, dążąca do pokoju, niepamiętliwa, sprawiedliwa, ufna.

A zatem wiara bez miłości nie wystarczy? Owszem. Ale najpierw trzeba tę wiarę mieć. Właśnie brak wiary w inteligentny sposób wykazuje Jezus słuchaczom w swoim rodzinnym Nazarecie. Mówi do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie, tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. Bo wie, że tak właśnie chcą powiedzieć. Że nie przyszli tu po to, by słuchać słowa Bożego, lecz żeby zobaczyć cuda. Co najmniej takie, jak tamte z Galilei, o których słyszeli. Lecz Chrystus mówi im: w przeszłości to mieszkańcy pogańskich krain wykazywali się większą wiarą, niż sami Żydzi. Tam działy się wielkie cuda, bo oni potrafili przyjąć proroka, jako wysłannika Boga, a wy patrzycie na Mesjasza, ale widzicie w Nim jedynie „syna Józefa”, waszego sąsiada. Zachowanie mieszkańców Nazaretu, którzy wyrzucają Jezusa z miasta i chcą Go zabić, odnosi nas znów do wspomnianego na wstępie losu proroków – posyłanych przez Boga, ale odrzucanych przez swój naród.

Te trzy – wiara, nadzieja, miłość – to cnoty, czyli trwałe postawy. Nie są nagłymi porywami uczuć, ani chwilowymi egzaltacjami. Na głęboką wiarę czeka się częstokroć bardzo długo. I nadzieję zdobywa się bardzo mozolnie. Cóż dopiero powiedzieć o miłości, której uczy się człowiek całe życie. Ale też nie można w jednej chwili stracić miłości, wiary ani ufności. Kto utrzymuje, że nagle którąś z nich stracił, zapewne nigdy tak naprawdę jej nie posiadał.