NIEDZIELA 01.09.2019

Zrozumieć miłosierdzie

Spróbujmy powiązać słowa naszego Pana z jakąś okolicznością naszego współczesnego życia, na przykład z uroczystością ślubną. Oto w naszej rodzinie gruchnęła wiadomość, że młodzi się pobierają. Rozpoczęły się przygotowania do ślubu i wesela, ale narzeczeni nie zaprosili ani rodziców, ani rodzeństwa. Pominęli też swoich chrzestnych, przyjaciół ze szkoły i pracy, bliskich sąsiadów. Zaprosili natomiast bezdomnych z pobliskiego ośrodka, staruszków z domu pomocy społecznej, niepełnosprawnych. Wyszli na rynek miasta i okoliczne ulice, rozdając zaproszenia żebrakom i zbierającym złom, a na samą uroczystość pomogli przywieźć chorych na wózkach inwalidzkich.

Koszty, jakie ponieśli przy organizacji wesela nie zwróciły im się. Większość z zaproszonych niczego ze sobą nie przyniosła: ani koperty, ani prezentów. Później wszyscy goście wrócili do siebie, do domów albo na ulicę, a młodzi zostali bez niczego, bo jeszcze niektórym wsadzili na odchodne coś do ręki.

Ludzie postronni uznali nowożeńców za głupich, rodzina była oburzona, pozostali – ci najbliżsi, zwyczajnie się obrazili. Młoda para została więc nie tylko bez pieniędzy, ale i bez przyjaciół.

 

Czy o to właśnie chodziło Jezusowi? Czego tak naprawdę dotyczą jego rady? Wydaje się, że mówi On jedynie o tym, jakim powinno się być dla innych ludzi.  Tymczasem On pokazuje też i to, jakim dla mnie jest sam Bóg.

Jeśli sam siebie nie postawię w sytuacji dobrowolnego odebrania sobie czegoś, by dać komuś za darmo, nie zrozumiem jaki sens miało wcielenie Syna Bożego, Jego haniebna śmierć za mnie i za moje grzechy, ani Jego zmartwychwstanie, przez które zostałem odkupiony. Jak inaczej bowiem mógłbym pojąć darmowość łaski odpuszczenia grzechów, której już tyle razy doświadczyłem w konfesjonale, jak przyjąć godnie żywe i prawdziwe Ciało i Krew Zbawiciela w Eucharystii, jak zrozumieć wartość chrztu świętego, który jest darmowym darowaniem nieba zamiast śmierci na wieki? Jak to wszystko mogę tak naprawdę przeżyć, jeśli sam potrafię oddać tylko tyle, żeby samemu nie odczuć straty, jakiegoś większego braku czy dyskomfortu?

 

„Jeśli się nie zatroszczysz o siebie – nikt się o ciebie nie zatroszczy”. Tak się dziś mówi. Tak mówią zarówno ateiści, jak i wierzący; zarówno ludzie na dorobku, jak i ci, którym jedna noga zsuwa się już do grobu. A Bóg ze swoim miłosierdziem? On także nie zatroszczy się o ciebie? W Kościele termin „miłosierdzie” wciąż odmieniany jest przez wszystkie przypadki, zwłaszcza u nas w Polsce. Tymczasem miłosierdzie nie jest jedynie modnym dodatkiem do naszej wiary, czy też ekskluzywnym towarem religijnym dla snobistycznych katolików. Miłosierdzie w praktyce jest jedyną drogą zrozumienia Boga, który mnie – nędzarzowi oddał wszystko za darmo.