NIEDZIELA 01.12.2019

Proces

nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich…

                                                                                            Mt 24, 39

 

Czyli da się! Da się przegapić potop. Przez czterdzieści dni ulewnego deszczu można się nie zorientować, że woda wciąż wzbiera. Jak to się dzieje? Może na przykład tak: – Nie nazywajmy potopem zwyczajnego oberwania chmury. To jedynie przedłużająca się ulewa. Poza tym w prognozie pogody nic nie wspominali o kataklizmie.

Czy czegoś nam to nie przypomina?

 

– Zwyczajnie wypijam sobie wieczorem piwo. Po pracy, w domu, dla odstresowania. Nikomu nie dzieje się żadna krzywda. Jaki to ma związek z nałogiem? A poza tym jestem księdzem i trochę się znam na takich sprawach.

 

– Co w tym złego, że nie rozstaję się z telefonem przy stole czy w łóżku. Chcę po prostu być na bieżąco. Co więcej, to mnie rozwija, a nie uzależnia!

 

– Żeby każdy miał tylko takie grzechy, jak moje! Wiem, że nieładnie jest kląć, ale u mnie w pracy wszyscy klną, to nie będę się zachowywać, jak jakiś świętoszek. Z tego mam się nawracać? Jestem przecież wierzącym katolikiem. I nawet biskup Wojtyła mnie bierzmował!

 

Można widzieć jedynie poszczególne fakty swojego życia, nie zauważając subtelnie dokonujących się zmian. Można nie przeczuwać, że nawet coś, co z pozoru wygląda niegroźnie, może jednak zagrażać, i to zagrażać właśnie mnie. Że może uczynić mnie gorszym człowiekiem, niż jestem. Można przegapić ten proces, choć dokonuje się on na naszych oczach. Można widzieć, ale nie rozumieć.

 

Rozumiejcie chwilę obecną.

                                                     Rz 13, 11