NIEDZIELA 19.01.2020

Tajemnica

Kościół przez dwa tysiąclecia wyznaje wiarę w Chrystusa, jako prawdziwego Syna Bożego. Na czym jednak opiera się ta wiara? Co odpowiedziałbym, jako chrześcijanin na pytanie: – Skąd wiesz, że Chrystus rzeczywiście jest Mesjaszem? Tak mnie nauczono, tak mówi Kościół, tak mówi Pismo święte. Tak mówią prorocy.

 

Czego tak właściwie dowiedzieli się od Jana o Jezusie ludzie zgromadzeni nad Jordanem?

Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

                     J 1, 32-34

 

Jan przekazuje trzy informacje o Chrystusie: że nie znał Go wcześniej, że widział Ducha oraz, że słyszał pouczenie Kogoś, kto go posłał. I na podstawie tego tajemniczego objawienia twierdzi, że Jezus jest Synem Boga. Jakże mogę dać wiarę słowom kogoś, kto powołuje się jedynie na jakieś wizje i tajemnicze głosy, a Mesjaszem nazywa Kogoś, kogo nawet nie zna? Czy nie brzmi to wszystko aż nazbyt tajemniczo?

 

Znana mi dobrze liturgiczna fraza: „Oto wielka tajemnica wiary” odnosi się do Eucharystii, ale można za jej pomocą opisać każde wewnętrzne doświadczenie Bożego działania. Nawet dla wielkich świętych Bóg był taką tajemnicą wyczuwalną jedynie intuicyjnie. Przed wiekami taka intuicja musiała prowadzić kroki patriarchów i proroków. Abraham zdecydował się wędrować nie wiedząc w zasadzie dokąd, jedynie na głos Tego, którego nie widział. Mojżesz został posłany do wykonania rzeczy wręcz niewyobrażalnych, musząc się zmagać z ciągłą nieufnością rodaków. Izajasz, którego słów dziś słucham, pisał natchnione słowa, odnoszące się do przyszłości znanej mu być może jedynie intuicyjnie. Prawdopodobnie sam nie rozumiał do końca znaczenia odczytanych w swoim sercu tajemniczych proroctw.

 

Zanim uwierzyłem, przede mną przyszło i odeszło wiele pokoleń ludzi próbujących pojąć tę tajemnicę Boga, szukających Go niejako po omacku. Być może i ja nigdy nie nazwę siebie człowiekiem wierzącym. Będę jedynie – jak i oni – tym, który nieudolnie próbuje zgłębić tajemnicę.