NIEDZIELA 26.01.2020

Psalm 27.

Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?

W czasach szerzącego się zamętu i raz po raz powracającej groźby wojny, tak bardzo bliskie jest mi wołanie psalmisty: Tylko Ty, Boże, jesteś moim zbawieniem, w mroku wątpliwości jedynie Ty jesteś światłem. Choćby wszyscy moi wrogowie chcieli ze mną walczyć, nie stracę ufności.

 

O jedno proszę Pana… bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni życia.

Proszę tylko o to jedno: żebym zawsze mógł być Twoim domownikiem. Pozwól mi zostać u Ciebie, bo tu – przy Tobie – jestem bezpieczny. Kiedy przyjdzie nieszczęście, obym mógł się ukryć w miejscu, w którym mieszkasz Ty sam.

 

Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie.

Wiem, że jeśli nawet wszystko utracę, Ty nie wyprzesz się mnie, nie wypędzisz od siebie. Nie odwracaj ode mnie swojej twarzy, jak to robią ludzie obrażeni na mnie, którzy przechodząc obok, udają, że mnie nie widzą. Nawet jeśli zasłużyłem na Twój gniew, nie brzydź się mną, jak ci, którzy mają mnie za nic.

 

Wierzę, iż będę oglądał dobra Pańskie w ziemi żyjących.

Będę żył z Tobą na wieki! Wierzę w to mocno! Jeśli Ty mnie ocalisz, jeśli u Ciebie się schronię, już nigdy nie czeka mnie śmierć. Skoro teraz pragnę być blisko Ciebie, niech też na wieki nie utracę tej łaski. I dlatego będę Cię oczekiwał z odwagą. Nie boję się tego, co ma nadejść, byle byś tylko Ty był ze mną.

 

Trzy strofy zaczerpnięte przez liturgię dnia dzisiejszego z Psalmu 27. są jedynie fragmentem tej niezwykle głębokiej modlitwy. Chcę by była ona dla mnie inspiracją na rozpoczynający się tydzień.