NIEDZIELA 02.02.2020

Kiedy można umierać?

Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju,

według słowa Twojego,

bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie.

                                                        Łk 2, 29n

 

Tymi słowami Kościół modli się w liturgii na zakończenie każdego dnia. Przed nocą, która może być tą ostatnią dla modlącego się. Jest to bowiem modlitwa o śmierć. Symeon, zgodnie z tradycją nazywany starcem, otrzymuje od Boga obietnicę, że nie umrze, dopóki nie zobaczy na własne oczy Mesjasza. Kiedy więc otrzymuje tę łaskę, wypowiada słowa modlitwy, w której oddaje się w ręce Władcy.

 

-Teraz mogę umierać. Już nic mnie tu nie trzyma. Pod tymi słowami podpisałoby się z pewnością wielu ludzi w podeszłym wieku, schorowanych czy samotnych. Bardzo często nie tylko są oni gotowi na odejście z tego świata, ale wręcz pragną umrzeć. Bywa, że przeżyli już śmierć własnych współmałżonków czy dzieci. Niektórzy z nich uważają, że ich życie jest bezużyteczne, że nikomu do niczego nie są już potrzebni.

 

Ale bywa przecież i tak, że pragnienie śmierci pojawia się u człowieka młodego, w pełni życiowych sił. Przyczyny bywają różne, choć pewnie najczęściej jest to wyraz bezsilności wobec przeszkód wydających się nie do pokonania.

 

Bardzo pragną śmierci także ci, którzy doświadczyli wyjątkowej łaski Bożej bliskości. Jak choćby mistycy, chcący już na zawsze pozostać w pełnym zjednoczeniu z Umiłowanym.

 

Bywa, że modlimy się o śmierć dla innych. Widząc cierpienie naszych najbliższych i nieuchronność zbliżającego się końca, prosimy Boga o skrócenie męki, o tak potrzebną ulgę.

 

Wspólna wszystkim tym wołaniom jest tęsknota oczekiwania. Tęsknota serca ludzkiego, której bardzo często nie da się pojąć czy wyrazić słowami. Tęsknota za rzeczywistością pełną pokoju, bezpieczeństwa, miłości. A zatem tęsknota za samym Bogiem. Człowiek, który choć raz – jak Symeon – zobaczył Zbawiciela lub doświadczył Jego obecności, jest już gotowy na śmierć.