NIEDZIELA 31.05.2020

Ogień, Woda i Wiatr

Każdy z nas miał do czynienia z ogniem. Zapalał zapałkę, siedział przy ognisku, być może ktoś z nas się sparzył, komuś coś się zapaliło. Ale kto z nas kiedykolwiek płonął?

Czym innym jest bowiem oparzyć się, a czym innym zapłonąć; dotknąć się ognia, a być pochłoniętym przez ogień.

 

Każdy z nas miał do czynienia z wodą. Wiemy, co znaczy w upalny dzień móc ugasić pragnienie. Myjemy ręce, moczymy nogi w strumyku, siedzimy w jacuzzi, pływamy. Ale kto z nas tonął? Kogo z nas choć raz porwał tak rwący nurt, że nie sposób było mu się oprzeć?

 

Znamy doświadczenie wiatru. W dzieciństwie puszczaliśmy latawca, nie jeden raz jeździliśmy na rowerze lub na nartach czując podmuch wiatru w uszach. Wiemy, co znaczy zbyt cienko się ubrać podczas wyprawy w góry, gdy na szczycie nagle zrywa się wiatr.

Czym innym jest jednak doświadczyć silnego podmuchu wiatru, a czym innym być porwanym, lecieć z wiatrem nie mogąc stawić mu oporu.

 

         Właśnie tymi trzema obrazami posługujemy się chcąc wytłumaczyć działanie Ducha Świętego. Nazywamy je wylaniem Ducha, zapaleniem przez Ducha, czy też Jego tchnieniem. Takimi zatopionymi, zapalonymi i porwanymi przez wiatr stają się od dnia Pięćdziesiątnicy uczniowie Chrystusa. Zaczynają dokonywać cudów nawet większych, niż Jego cuda. Nie tylko przemawiają językami, których nigdy wcześniej się nie uczyli, nie tylko wypędzają złe duchy z opętanych i uzdrawiają chorych. Autor Dziejów Apostolskich zapisze, że nawet cień przechodzącego Piotra padający na chorych, przywracał im zdrowie.

 

Obecność Ducha przejawia się jednak nie tylko takim zewnętrznym działaniem. Można wręcz powiedzieć, iż jest ono wtórne wobec działania, które dokonuje się we wnętrzu człowieka. Jaki obraz apostołów przedstawia nam Ewangelia jeszcze za życia Jezusa, a nawet już po Jego zmartwychwstaniu? Są to ludzie spierający się o to, kto z nich jest największy; zaspani, kiedy wypadałoby się modlić; wystraszeni i pozamykani z obawy przed wrogami ich Nauczyciela. I dokładnie ci sami apostołowie w dniu zesłania Ducha Świętego wychodzą odważnie z zamknięcia, jakby zapomnieli o tym, że nadal grozi im śmierć. Niebawem zresztą z radością ponosić będą prześladowania i tortury dla prawdy Ewangelii, a ogromna większość z nich w przyszłości zostanie zamęczona. Takie jest właśnie działanie tego Ducha. Daje On o wiele więcej, niż można by się spodziewać, nieporównywalnie więcej mądrości, męstwa, pobożności i innych nieopisanych charyzmatów.

 

Dziś także i my chcemy więcej. Chcemy nie tylko ogrzać się przy tym Ogniu, ale zapłonąć; nie tylko zanurzyć się w tej Wodzie, ale utonąć; nie tylko poczuć podmuch, ale dać się porwać Wiatrowi!