NIEDZIELA 14.06.2020

Ja i mój Bóg

Kto potrzebuje pomocy? Ten, komu brak sił.

Kto potrzebuje poręczenia? Ten, za którego już nikt nie chce poręczyć.

Kto potrzebuje usprawiedliwienia? Ten, kto popełnił przestępstwo.

Komu potrzebne jest życie? Temu, kto umarł.

 

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.

Rz 5, 8

 

Taki właśnie jestem. Chrystus zdecydował się poświęcić za mnie życie nie dlatego, że zasłużyłem sobie na to. Tak naprawdę okazałem się człowiekiem złym, niewdzięcznym i przewrotnym, a przez to godnym politowania. I dlatego właśnie ulitował się nade mną Bóg. Nie był to rodzaj nagrody za moje osiągnięcia, ponieważ ich nie miałem. Był to dla mnie jedyny ratunek.

 

Jednakże Bóg nie po to okazał mi litość, by mnie zawstydzić. Zrobił to z miłości. W sposób niewyobrażalny kochał mnie nie tylko pomimo mojego grzechu, ale właśnie z powodu mojej nędzy. Nikt inny nie okazałby mi takiego współczucia. Nikt inny nie odważyłby się wyciągnąć do mnie ręki. Ludzie już dawno odwrócili się ode mnie, wiedząc, jakim jestem człowiekiem. I Bóg wiedział, że na nikogo innego nie mogę już liczyć, że w swojej nędzy zostałem sam.

 

Ceną miłości Boga wobec mnie była męka i śmierć Jezusa. On dobrowolnie oddał mi wszystko, niczego nie chcąc w zamian. Cóż zresztą mógłbym ofiarować, skoro niczego już nie miałem?

 

I nie tylko to – ale i chlubić się możemy w Bogu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego teraz uzyskaliśmy pojednanie.

Rz 5, 11

 

Nie mogę przypisać sobie zasług. Niewieloma osiągnięciami mogę się pochwalić. Nie mogę być z siebie dumny. Ale rozpiera mnie duma z powodu tego, co zrobił dla mnie mój Bóg.