NIEDZIELA 12.07.2020

Mieć czas, by dojrzeć

Zanim ulewa spadająca z nieba nawodni ziemię wydając nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, upłynie dużo czasu. Zanim ziarno wrzucone w glebę przyniesie plon, nawet ten trzydziestokrotny, będzie musiało minąć co najmniej kilka miesięcy. Tymczasem w przewidzianych na dziś fragmentach Pisma świętego, ten długi i mozolny proces dojrzewania opisany jest w zaledwie kilku zdaniach.

 

Ziarno w ziemi obumiera, następnie kiełkuje i wzrasta, później zaś – dzięki sprzyjającej pogodzie – dojrzewa, żeby zrodzić nowe ziarna. Dojrzewanie wymaga czasu. Jest tak nie tylko w przypadku pracy na roli, ale także w odniesieniu do życia człowieka. Rodzi się on i jest takim właśnie ziarnem, posiadającym w zalążku ogromny potencjał, który przez lata ma szansę rozwinąć się, dojrzeć i wydać owoc.

 

Niekiedy mówimy, że potrzebujemy więcej czasu, by dojrzeć do jakiejś decyzji. Czy nie inaczej jest z ziarnem Bożego słowa, które wrzucone zostaje w glebę naszego życia? Niektórzy z nas słuchają go już od wielu lat. Jednakże zapewne wielu przyzna szczerze, iż mimo tak długiego czasu niektóre z tych słów padły na drogę, na skałę czy między ciernie i nie miały szansy dojrzeć.

 

Przychodzą momenty zniechęcenia, gdy wydaje się, że ziemia naszego życia jest jałowym ugorem, dla którego nigdy nie nadejdzie czas żniwa. Podobnie zrażają nas cierpienia teraźniejszości, trudy i przeciwności codziennego życia, a najbardziej chyba ludzka podłość i niesprawiedliwość. Dobrze jest wówczas pamiętać właśnie o tym, iż dojrzewanie wymaga czasu. Wszak każdy człowiek z osobna, jak i cała ludzkość podlega temu mozolnemu procesowi dojrzewania.

 

Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując przybrania za synów – odkupienia naszego ciała.

Rz 8, 22n