NIEDZIELA 30.08.2020

To, co ludzkie

Tak, słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem.

Jr 20, 8b

 

Ludzie śmieją się ze mnie, bo muszę – jako prorok samego Boga – mówić im, że źle żyją. Czuję się jakby zwiedziony przez Niego. Kiedy posyłał mnie ze swoim orędziem, myślałem, iż jego moc nawróci grzeszników. Tymczasem nie dość, że nie stało się tak, to jeszcze spotykają mnie obelgi, a przynajmniej ludzie mają mnie za szalonego.

Powiedziałem więc: zagłuszę w sobie słowa Boże, zamknę swoje usta, żeby nie musieć zapowiadać zagłady. Jednakże nie zdołałem tego zrobić. Sam Bóg zapalił we mnie ogień i wiem, że płonie on we mnie.

 

Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej.

Rz 12, 1

 

I zrozumiałem, że ten płomień, który mnie trawi jest ogniem ofiary. Że Pan nie chce niczego innego, jak właśnie tego, bym płonął. Przyjąłem więc tę niełatwą misję i gotów byłem podołać zadaniu, choć jego znaczenia nie mogłem pojąć. A wówczas On powiedział, że

musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Mt 16, 21

 

Musiałem zaprotestować! Nawet ja mogę zginąć, ale Jemu nie może stać się krzywda! I wówczas dopiero zobaczyłem, że ogień płonie także i w Nim. Nazwał mnie szatanem, który nie myśli po Bożemu, lecz po ludzku. I było tak rzeczywiście. Dotąd o wszystkim myślałem po ludzku:

– o PRAWDZIE, którą w pewnych okolicznościach można lekko nagiąć,

– o OFIERZE, którą się składa jak najmniejszym kosztem,

– o KRZYŻU, którego nie należy pojmować dosłownie, choć nosi się go na piersi.

 

Zrozumiałem, że tylko ten ogień Jego obecności, może spalić we mnie wszystko to, co jest jedynie ludzkie, a co nie pozwala mi być sobą.