NIEDZIELA 18.10.2020

Pytania bez odpowiedzi

Nie pierwszy już raz zostawia Jezus swoich adwersarzy bez odpowiedzi, której od Niego oczekują. Podobnie postąpił wówczas, gdy przyprowadzono do niego kobietę  oskarżoną o niemoralne postępowanie. Nie udzielał odpowiedzi „tak” lub „nie” na pytania, które już w momencie zadawania zawierały w sobie sprzeczność lub też sugerowały rozstrzygnięcie. W głównej mierze dlatego, że tak Jemu, jak i dokumentującym te dialogi ewangelistom, doskonale znane były nikczemne motywacje faryzeuszów.

 

Tym ostatnim wcale nie chodziło o rozstrzygnięcie sporów teologicznych, a tym bardziej o dotarcie do prawdy czy też sprawiedliwy werdykt. Tak jak w przytoczonej dziś rozmowie wcale nie interesowała ich kwestia podatku. Faryzeusze i towarzyszący im zwolennicy Heroda mieli już wyrobione zdanie zarówno na temat samego zarządcy Galilei, jak i danin płaconych Rzymowi. Odpowiedź Jezusa, twierdząca czy przecząca, nie była w stanie wpłynąć na zmianę ich poglądów.

 

Dlaczego Nauczyciel nie odpowiada wprost? Dlaczego niejako bawi się z rozmówcami, gdy Jego odpowiedzi przybierają formę cierpkiej riposty, jak we wspomnianej scenie z kobietą; bądź kontrpytania, choćby wówczas, gdy mówi do arcykapłanów: Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Wszak wiele razy udzielał jednoznacznych odpowiedzi na pytania swoich uczniów, gdy na przykład nie potrafili zrozumieć znaczenia przypowieści o Królestwie Bożym.

 

Kluczem wydaje się właśnie nastawienie samych pytających. Ci, którzy rzeczywiście uważali Go za Nauczyciela, otrzymali odpowiedź na swoje pytania, podczas gdy pozostali odeszli z niczym. Byli i tacy, do których Jezus nie otworzył nawet ust. Właśnie tak został potraktowany Herod, który na próżno zasypał Go wieloma pytaniami.

 

Nie dziwi dziś już prawie nikogo tendencja do publicznego wypowiadania się, komentowania wydarzeń czy zajmowania stanowiska. Wolno to robić prawie każdemu i w każdej niemal materii. Medialna presja wręcz wymusza konieczność ustosunkowania się do wielu kwestii uchodzących za kluczowe, bez konieczności posiadania jakichkolwiek kompetencji. I tak oto niemal każda osoba publiczna, bez względu na to czy jest to aktor, ksiądz czy polityk, każda szanująca się instytucja, każda komórka samorządu czuje się w obowiązku bądź to solidaryzować się, bądź wyrazić sprzeciw. Niezajęcie stanowiska bywa bowiem interpretowane jako przemilczenie wykluczające i dyskryminujące, a zatem godne napiętnowania.

 

Warto zastanawiać się nad tym, jakie motywacje kierują tymi, którzy żądają odpowiedzi na te wszystkie pytania. Jak i nad tym, czy koniecznie trzeba na nie odpowiadać. Jest bardzo prawdopodobne, że na wiele z tych pytań Jezus odpowiedziałby tak, jak odpowiadał faryzeuszom. Bez wątpienia wobec innych pewnie by milczał…