NIEDZIELA 13.12.2020

Kilka słów o sobie

        

Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie?

J 1, 22

 

Powyższe pytania tylko pozornie wydają się proste. Mówienie o sobie to jedno z najtrudniejszych zagadnień. Zakłada ono bowiem zarówno znajomość samego siebie jak i świadomość swego powołania, a o to paradoksalnie wcale nie tak łatwo.

 

Oczekiwania

Gdyby scena znad Jordanu rozgrywała się w obecnych czasach, Jan bez wątpienia musiałby się zmierzyć z oczekiwaniami tak zwanej opinii publicznej, zawsze żądnej nowego lidera lub idola. Jego słowa i zachowanie od razu zostałyby zinterpretowane w określonym kluczu i poddane opiniom ekspertów i influencerów.

Ale i wówczas, przed tysiącami lat w pytaniach zadawanych Chrzcicielowi wybrzmiewa pełne napięcia oczekiwanie. Nie tylko kapłani i lewici posłani z Jerozolimy, ale i inni wierzący członkowie Narodu Wybranego z chęcią przyjęliby przyznanie się Jana do tego, że przynajmniej jest prorokiem. Znaczyłoby to, że zaczynają się spełniać słowa Pisma zapowiadające nadejście czasów mesjańskich.

 

Ambicje

Gdyby Jan Chrzciciel dziś wystąpił publicznie, czy nie uległby pokusie wypromowania samego siebie? Miałby przecież możliwość poprowadzenia bloga, a może nawet autorskiego programu w radiu lub telewizji. Czy ciesząc się tak wielką popularnością nie zdecydowałby się zostać przywódcą politycznym, założyć własnej partii lub zaangażować się w działalność społeczną?

Jednakże i wtedy, przed wiekami, Jan mógł w fałszywy sposób pojmować swoją misję, ulegając niezdrowym ambicjom. Cieszył się przecież sporym autorytetem nie tylko wśród pospolitego tłumu. Nawet przedstawiciele arystokracji oraz duchowi przywódcy Izraela przychodzili z Jerozolimy, by słuchać go z uwagą. A on miał odwagę z mocą wypowiadać słowa wzywające do nawrócenia, karcąc nawet króla i zapowiadając gniew Boży.

 

Prawda

Jan Chrzciciel wiedział kim jest i znał dobrze swoją misję. Jednoznacznie zaprzeczył domysłom krążącym wokół swojej osoby. Nie gonił za tanią popularnością, nie udawał kogoś, kim nie był. To Jezus nazwał Jana prorokiem i Eliaszem. On sam nazwał siebie jedynie głosem wołającego na pustyni, jakby chciał powiedzieć, że najlepszym świadectwem o nim samym jest to, co robi.