NIEDZIELA 07.02.2021

Po co wyszedłeś?

Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Dni jego czyż nie są dniami najemnika?

Hi 7, 1

Wybrzmiewa w słowach Hioba ta specyficzna nuta starotestamentowej dekadencji. Dziś słysząc taką wypowiedź pacjenta, psycholog prawdopodobnie stwierdziłby u niego symptomy depresji. Bywa, że i ty podobnie widzisz siebie i swoje życie. I zaczynasz zadawać sobie podobne pytania: Czyż moje życie nie jest ciągłą walką, zmaganiem i udręką? Czy wszystkim, co mnie zajmuje nie jest pogoń za cieniem? Wstaję, wychodzę do pracy, wracam do domu i kładę się spać, by jutro powtórzyć dokładnie ten sam scenariusz. Czekam jedynie na wypłatę, ale nawet myśl o niej nie jest już dla mnie żadną pociechą. Jaki sens ma cały ten trud?

 

Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem.

Mk 1, 38

Czymś, co radykalnie zmienia optykę, jest świadomość celu, misji do wypełnienia. Jezus wie, po co przyszedł. Wszystko to, co robi, jest wpisane w wielki plan odkupienia ludzkości i ogłoszenia zwycięstwa Boga nad szatanem. Krokami Zbawiciela nie kierują płytkie motywacje wygody czy popularności. Nie udaje się wyłącznie tam, gdzie jest lubiany i gdzie chcą Go słuchać. Co więcej, czasem odchodzi, choć wydaje się, że był potrzebny. Miejsc, w których się zatrzymuje nie dobiera według swoich zachcianek, a jeśli skądś odchodzi – też robi to celowo.

 

Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku.

1 Kor 9, 16a

Apostoł mówi wprost, że dawanie w świecie świadectwa o Chrystusie nie dokonuje się bez wysiłku. Jest to dzieło żmudne i niebezpieczne. Nawet samo poczucie obowiązku staje się niekiedy brzemieniem trudnym do udźwignięcia. Każdy chrześcijanin świadomie podejmujący trud swojego życiowego powołania musi być gotowy na przyjęcie roli niewolnika. Bez oczekiwania na zapłatę i bez możliwości przypisania sobie zasług za wykonaną pracę. Być może zostanie potraktowany nawet w sposób poniżający, by stać się wszystkim dla wszystkich, naśladując w tym samego Zbawiciela.

 

Jeśli nie zobaczysz celu swojego codziennego mozołu – nigdy tak naprawdę go nie podejmiesz.

Jeśli nie przyjmiesz swojego powołania – zawsze będziesz wybierać to, co wygodniejsze.

Jeśli nie uwierzysz w Chrystusa – nie zdobędziesz się na miłość, która nie odrzuca cierpienia.