NIEDZIELA 14.02.2021

Nieczysty, nieczysty!

Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty!

Kpł 13, 45

 

Istnieją dwa znaczenia słowa „trąd”. Pierwsze – dosłowne, nieco abstrakcyjne dla nas, Europejczyków, nie mających praktycznie żadnej styczności z tą chorobą, a ponadto świadomych jej uleczalności. Drugie – metaforyczne, przywodzące na myśl obraz literacki polskiej powieści „Trędowata” z początku XX wieku. Elementem łączącym oba te znaczenia są właśnie owe surowe i dotkliwe dla chorego restrykcje, o których czytamy w Księdze Kapłańskiej. Żadna inna choroba nie piętnowała człowieka w taki sposób i nie degradowała go społecznie, jak właśnie ta.

Trądem w sensie przenośnym może być nie tylko pochodzenie, choroba lub kalectwo człowieka, ale też jego konkretny grzech, trudny do ukrycia nałóg czy słabość. Ten ostatni rodzaj trądu najczęściej skutkuje też powszechnym napiętnowaniem i odrzuceniem.

 

Nie bądźcie zgorszeniem ani dla Żydów, ani dla Greków, ani dla Kościoła Bożego.

1 Kor 10, 32

 

Żyjemy w świecie obłudnie gorszącym się grzechami innych. Przedstawiciele niektórych mediów za punkt wątpliwego honoru stawiają sobie wyszukiwanie raz po raz takich gorszących tematów. Obsesja piętnowania zła, ubrana w szaty wyświechtanego sloganu „oczyszczania Kościoła”, staje się wręcz najwyższym prawem. Nawet wewnątrz wspólnoty Kościoła daliśmy sobie wmówić, że takie zgorszenie prawdziwymi czy też rzekomymi grzechami usprawiedliwia naszą postawę pogardy i wykluczenia wobec naszych braci w wierze.

 

Rzekłem: „Wyznaję mą nieprawość Panu”, a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.

Ps 32, 5b

 

Lecz to nie Bóg ma problem z grzechem człowieka, a tym bardziej ze złem świata. To raczej człowiek ma problem z grzechem, zwłaszcza z tym cudzym. Bóg przebacza żałującemu grzesznikowi. Bóg, choć radykalnie wzywa do nawrócenia, po wielokroć przebacza człowiekowi te same grzechy. Nikt nie jest tak dobrze świadom tego faktu, jak właśnie chrześcijanie, korzystający przecież często z sakramentu pojednania. Bóg nie wyklucza człowieka, nie daje mu do zrozumienia, że stał się niegodny miłości. Co więcej, On sam w Chrystusie szuka tych, którzy przez ludzi i fałszywe pojmowanie Prawa zostali wyrzuceni poza społeczny margines.

 

Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony!”

Mk 1, 41

 

Problem tkwi w owej chęci. A może lepiej byłoby powiedzieć: w nie-chęci. Nie każdy uczeń Chrystusa zdobywa się na Jego „Chcę!” O wiele łatwiej wskazać palcem trędowatego, niż w imię miłości zająć się jego leczeniem.

Zło wyrządzone sobie samemu i innym przez grzech jest wielkim dramatem. Jednakże zło potępienia człowieka, odebrania mu dobrego imienia, wyrzucenia poza krąg znajomych, zerwania kontaktów, pozostawia mu jedynie drogę beznadziejnej rozpaczy. Wiedział o tym Jezus i dlatego odchodził od rozentuzjazmowanego tłumu, by pochylać się nad losem złodziei, prostytutek i zdrajców.