NIEDZIELA 21.02.2021

Kwarantanna

 

Przygotowane zapasy żywności były już prawie na wyczerpaniu. Niszczycielski potop wydawał się nie mieć końca. Deszcz padał nieustannie przez czterdzieści dni i nic nie wskazywało na to, że jeszcze kiedykolwiek ujrzymy słońce. Gdy niektórzy z nas tracili już nadzieję, deszcz wreszcie ustał, a na niebie ukazała się tęcza.

 

* * *

 

Po spektakularnych wydarzeniach nad Jordanem Jezus zniknął. Nie widziano Go w naszych okolicach przez czterdzieści dni. Wydawało się, że przepadł już na zawsze, choć przecież sam Chrzciciel wskazywał na Niego jako na kogoś, kto ma jeszcze dokonać rzeczy wielkich. I oto gdy Jan został aresztowany, Jezus znów zjawił się w Galilei.

 

* * *

 

Ledwie zaczął się Wielki Post, a już ogarnął mnie jakiś głęboki smutek. Może to za sprawą tego liturgicznego fioletu, który nieodłącznie kojarzy mi się z pogrzebem. Może przez akcenty położone na rozważanie męki i śmierci, na pokutę i wyrzeczenie. W jakiś trudny do zwerbalizowania sposób lękam się tych czterdziestu dni, choć przecież wiem, że kiedyś się skończą i nadejdzie Wielkanoc.

 

Boję się tej wciąż powtarzającej się kwarantanny. Tych czterdziestu dni będących symbolem dłużącego się wręcz w nieskończoność oczekiwania, samotności, zmagania się ze sobą w wewnętrznej walce. Tak bardzo nie chcę poddać się lękowi. Tak mocno chciałbym uchwycić się jakiejś nadziei. Podnoszę swój wzrok i na zachmurzonym niebie wypatruję tęczy – znaku przymierza. Podnoszę wzrok i widzę Krzyż Chrystusa.