NIEDZIELA 28.02.2021

Zabić własne dziecko

Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze…

 Rdz 22, 2

 

Nie da się wymazać z Biblii tej sceny. Można podejmować próby jej interpretacji w kluczu teologicznym, obyczajowym lub kulturowym, aby nieco złagodzić wydźwięk, ale nie da się zaprzeczyć, że stanowi ona fragment Pisma Świętego.

Bóg nie zażądał od Abrahama jakiegoś symbolicznego daru, ale właśnie ofiary z własnego dziecka. I Abraham nie zamierzał składać jej jedynie w formie niezobowiązującej deklaracji. Wziął nóż, wziął drwa do spalenia ciała zgodnie z wolą Boga, zabrał w końcu ze sobą swojego ukochanego syna.

 

 

On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby także wraz z Nim wszystkiego nam nie darować?

 Rz 8, 32

 

Także krzyż można traktować jedynie jako wzniosłą metaforę zaczerpniętą z nauczania Chrystusa, lub jako symbol religijny. Można mieć go na ścianie we własnym domu, a nawet zawieszać w urzędach i zakładach pracy, traktując nadal wyłącznie jako symbol. A przecież jego obecność jest przywołaniem konkretnej sceny, która rzeczywiście wydarzyła się w historii. Jezus został ubiczowany, przybity gwoźdźmi do krzyża i umarł na nim. A pod krzyżem stała Jego Matka – Ta, która zgodziła się, by zabito Jej Ukochanego Syna.

 

To jest mój Syn umiłowany…

 Mk 9, 7

 

Można używać argumentów natury medycznej, socjologicznej lub psychologicznej. Można też zaprzeczać rzeczywistości, chcieć ją wymazać z pamięci i z życia za wszelką cenę. Można w końcu chytrze manipulować prawem, uprawiać kazuistykę, powoływać się na ustawy, paragrafy i precedensy. Można też po prostu zacząć kochać…