NIEDZIELA 08.08.2021

Kochać na śmierć

Pragnąc umrzeć, powiedział: „Wielki już czas, o Panie! Zabierz moje życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków”.

1 Krl 19, 4

 

Bo czasem człowiek chciałby umrzeć. Z różnych powodów. Bądź to przytłoczony trudami codzienności, bądź zmagając się z chorobą, uzależnieniem czy grzechem. Bywa, że powodem takiego wołania o śmierć jest lęk o siebie lub tych, których kochamy, a których życie jest zagrożone. Niekiedy prośba o śmierć pojawia się także na modlitwie, jako wyraz ogromnej tęsknoty za Bogiem. Odczuwało ją wielu mistyków.

 

Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze.

J 6, 48-50

 

Czasem jednak w tym krytycznym momencie życia pojawia się niemalże w sposób cudowny chleb i woda. Nie rozwiązują się wszystkie nasze problemy, nie ustępuje ból. A jednak otrzymujemy coś tak bardzo prostego, że nawet nie przyszłoby nam na myśl, by o to prosić. Właśnie chleb i woda. Pokarm lepszy od jakiegokolwiek wyszukanego dania, które moglibyśmy sobie wymarzyć. Cudowność tego daru polega na tym, że dzięki niemu nagle odzyskujemy siły do tego, by iść. Iść nawet bardzo daleko.

 

Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i postępujcie drogą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na woń miłą Bogu.

Ef 5, 1n

 

Kiedy wydaje mi się, że umieram, lub też, gdy chcę umrzeć, albo wówczas, gdy umrze ktoś tak bardzo przeze mnie kochany, pomaga mi tylko to jedno. Jedyna myśl dająca ukojenie: On umarł z miłości. A w swojej śmierci zawarł te wszystkie wielkie i małe śmierci mojego życia. A skoro tak – muszę kochać. Nawet, gdyby z miłości trzeba było umrzeć.