NIEDZIELA 05.09.2021

Od słowa do słowa

Każdego dnia słyszymy dziesiątki tysięcy słów docierających do nas głównie za pośrednictwem przekazu medialnego. Jednakże większości tych informacji nawet nie przyswajamy. Podobnie może dziać się ze skierowanym do człowieka słowem Boga. Można słuchać kazań głoszonych co niedzielę, nauk w konfesjonale, tekstów Pisma świętego, setek katechez. Można tego wszystkiego słuchać, ale nie słyszeć samej treści.

 

Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.

Mk 7, 36

 

Wydaje się jednak, iż większy problem mamy z darem mowy. Z wielką trudnością przychodzi nam dobrze się nim posługiwać. Chrystus przywraca mowę choremu, ale ten nie odzywa się ani słowem, choć Ewangelista zaznacza, że więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Natomiast odzywają się ci, którym Nauczyciel zalecił milczenie. Siewcy sensacyjnych wiadomości, antenaci współczesnego dziennikarstwa, dla których potrzeba zabrania głosu na jakiś temat jest ważniejsza, niż refleksja nad tym, czy w ogóle należało się odzywać.

 

Czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?

Jk 2, 4

 

Ale przecież dokładnie to samo dzieje się wówczas, gdy zabieramy głos na temat czyjegoś życia. Bronimy się: „Przecież to co mówię, jest prawdą, nie wymyślam tego”. Czyżby? A może to jedynie fragment prawdy, choćby ten najbardziej rzucający się w oczy, ale jednak tylko fragment? Czy słuchacz twoich „prawdziwych” nowin zada sobie trud wysłuchania również innych opinii, by odnaleźć całą prawdę?

 

Mówi się, że Bóg dał człowiekowi zęby właśnie po to, by raz na czas ugryzł się w język. By czasem uczynił siebie głuchym na słowa, które nie przynoszą dobra, lub niemym, by nie przekazywać ich dalej.