NIEDZIELA 19.12.2021

Ciało - ofiarą

Zanim w dzień Narodzenia Pańskiego zabrzmi znana doskonale fraza zaczerpnięta z Ewangelii św. Jana: Słowo stało się ciałem, dziś pada inna: ciało stało się Ofiarą. To autor Listu do Hebrajczyków wkłada w usta Syna Bożego słowa psalmu: Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę, aby spełnić wolę Twoją, Boże. Nie jeden raz prorocy wypowiadali tę prawdę. Izajasz za dni swojego prorokowania, mówił w imieniu Boga: Co mi po mnóstwie waszych ofiar? Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła. Zatem, Boże, jeśli odwracasz swój wzrok od ofiar spalanych na ołtarzu, jeśli są dla Ciebie obrzydliwe, bo taka jest niegodziwość składających je ludzi, to przyjmij inną ofiarę; Ofiarę, jaką złożę Ci ja – zdaje się mówić Chrystus.

 

Prawda ta przypomniana jest właśnie dziś. Nie w atmosferze pokutnej Wielkiego Tygodnia, ale na kilkadziesiąt godzin przed radosną uroczystością Narodzenia Chrystusa Pana. Ponieważ nie można tych dwóch prawd rozdzielić. Jeśli nie chcemy iść za mentalnością tego świata, który rokrocznie bezmyślnie spłaszcza jedną z największych tajemnic naszej wiary, robiąc z niej niezły produkt marketingowy; jeśli chcemy dogłębnie zrozumieć zdanie: Słowo stało się ciałem, nie możemy przegapić doniosłości tego, że ciało stało się Ofiarą. W kolędzie „Bóg się rodzi”, gdzie te znane słowa powtarzane są z każdym refrenem, znaleźć możemy głęboki wykład wiary, mówiący nie tylko o żłóbku, stajence i pasterzach, ale właśnie o ofierze, wzgardzeniu i cierpieniu.

 

Boże Narodzenie nie jest jedynie tkliwą scenką na czas zimowego siedzenia przed kominkiem. Nie jest baśnią, pouczającą legendą, czy też ludowym podaniem przekazywanym z dziada pradziada. Ono jest częścią historii naszego odkupienia, mojego odkupienia. Nie zrozumiem Bożego Narodzenia, jeśli zapomnę o tym, po co ono jest. Nie pouczy mnie o niczym ta uroczystość, jeżeli odwrócę wzrok od Krzyża; bo Jezus, którego figurkę symbolicznie położę na sianie w mojej szopce, jest tym samym, który dał swoje ciało na Ofiarę za mnie; który cierpiał, umarł i zmartwychwstał dla mojego zbawienia.

 

 Początkiem tej wielkiej ofiary Pana, ofiary z własnego ciała, z własnego życia, jest właśnie ta czekająca nas uroczystość. Ofiara całego życia Jezusa Chrystusa zaczyna się właśnie tam, w maleńkim Betlejem, które dziś wspomina prorok Micheasz. I tamto pierwsze cierpienie Syna Bożego, jako dziecka,  i tamta Jego bezdomność i ubóstwo są początkiem, ale my doskonale wiemy, że podobny będzie koniec tej samej ofiary ze swojego ciała – krzyż i idące razem z nim: zapomnienie, opuszczenie przez ludzi, odarcie z szat i porzucenie: znów bezdomność i ubóstwo.

 

Źle by było, stracić ten wątek z oczu, podczas tych Świąt. Maryja biegnąca do Elżbiety, żeby jej posłużyć, żeby złożyć swoją może niewielką, ale jakże cenną ofiarę, zawstydza tym swoim zdecydowaniem. Ona zresztą też będzie pod krzyżem, nie mniej bezdomna i opuszczona, niż Jej Syn.

 

Jaka będzie moja ofiara? Przecież i ja jestem do niej wezwany. „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę” – nieustannie wzywa celebrans. Zatem jaką ofiarę? Jeśli ma być ona miła Bogu, nie może być jak tamte ofiary, które stały się dla Niego czymś odrażającym, ofiary bez serca. Chrystus karmiąc mnie zawsze swoim Ciałem, jako Najświętszą Ofiarą, pokazuje wyraźnie, jaki dar najcenniejszy jest przed Bogiem. Ofiara z siebie, ofiara, która kosztuje, choć może jest niezauważona. Tak, jak bardzo niewielu zauważyło zarówno to, co stało się w Betlejem, jak i to, co stało się na Kalwarii. Niezauważona ofiara z życia mojego Drogiego Zbawiciela, stała się dla mnie wszystkim. Jaka będzie moja?