NIEDZIELA 02.01.2022

Trzy zdania o człowieku

Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię.

J 1, 6

 

Nie pojawił się dlatego, że sam chciał. Nie wypromował sam siebie. Przyszedł w imieniu Najwyższego. Lecz ani wyglądem, ani pochodzeniem, ani imieniem nie wyróżniał się spośród swoich ziomków. Jeśli już coś rzeczywiście go wyróżniało, był to styl życia oraz moc słów, które padały z jego ust. Słów będących dla wszystkich, którzy go słuchali, jak ostrze miecza. Jak głos dawnych wielkich proroków Izraela.

A przecież był normalnym człowiekiem, jak ty czy ja.

 

 

Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.

J 1, 7

 

Przyszedł z misją, która wydaje się dość dziwna. Miał zapowiedzieć przychodzącą światłość. Ale, czy o światłości trzeba mówić? Czy w mroku można nie dostrzec światła? A jednak miał być głosem, który woła do współczesnych mu, by przejrzeli na oczy, by uwierzyli. Choć każdy z nich wierzył przecież jakoś na swój sposób. Chodziło jednak o coś więcej. O wiarę, która rzeczywiście zmienia życie. Za tę wiarę stał się zresztą męczennikiem.

A przecież był normalnym człowiekiem, jak ty czy ja.

 

Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.

J 1, 8

 

Nie był celebrytą ani influencerem. Nie był też fałszywie skromnym. Owszem, mówił o sobie, ale tylko po to, by zaprzeczać oczekiwaniom rozentuzjazmowanego tłumu. Wciąż zapowiadał nadejście Większego od siebie. Kiedy rzeczywiście wraz z Jego przyjściem nastała światłość, sam Jan usunął się w cień. A zanim to zrobił, z pokorą i bez żalu odesłał swoich uczniów, by szli za Chrystusem. Niczego dla siebie nie zostawił.

A przecież był normalnym człowiekiem, jak ty czy ja.