NIEDZIELA 14.01.2018

 W poszukiwaniu prawdziwego Mistrza

    Kapłan Heli był stróżem Przybytku, był człowiekiem stojącym najbliżej Boga, bezpośrednio przed Jego obliczem. Przy boku Helego młody Samuel dojrzewał do misji, jaką miał wypełnić w historii Izraela. Ale, gdy przyszedł czas, Bóg zadziałał z pominięciem kapłana, powołał Samuela bez pośrednictwa męża Bożego, ponieważ tak chciał.

    Ksiądz również jest stróżem Przybytku. O ileż bardziej świętego! Stoi najbliżej Boga, co więcej: działa w osobie Chrystusa! Przy boku kapłana dojrzewają do podjęcia swych zadań inni, powierzeni mu ludzie. Ale przychodzi czas, kiedy Bóg już nie potrzebuje jego pośrednictwa, lecz działa osobiście, ponieważ taka jest Jego wola.

    Jan, zwany Chrzcicielem, w zepsutym świecie, w czasach chorej, powierzchownej religijności, wzywał do nawrócenia i swoim przykładem pobudzał sumienia, pociągał, fascynował. Gromadzili się wokół niego uczniowie, gotowi żyć tak, jak żył ich mistrz. Ale gdy ten wielki Prorok ujrzał przechodzącego Jezusa, skierował uwagę swoich uczniów na Baranka Bożego, samemu usuwając się w cień.                                                                                                          J 1, 35

    Kapłan także wzywa do nawrócenia, kiedy siada w konfesjonale, gdy naucza. Idzie do ludzi, gromadzą się wokół niego uczniowie. Bywa, że swoim przykładem pociąga, fascynuje. Dobrze jest, jeśli pamięta, że Jezus przechodzi tuż obok i to na Niego trzeba skierować ludzkie spojrzenia.

    Bywa, że kapłan – w wydawało by się najmniej odpowiednim momencie – musi opuścić tych, do których jest posłany. I jakże często zdarza się, iż nie mogą się oni pogodzić z tym faktem. Niejednokrotnie rozpadają się wspólnoty działające dotąd z rozmachem. Czasem jest to wina samego pasterza dusz, który w porę nie wskazał na Tego, który jest jedynym Pasterzem. Kapłan ma niezwykły wpływ na tych, obok których żyje. Może ich bardzo zbliżyć do Boga, może także niestety oddalić. Potrzeba mu wielkiej mądrości Bożego Ducha, by wiedział na ile może i powinien oddać się ludziom, a kiedy powinien i musi usunąć się w cień.

    Heli mógł wykorzystać sytuację i przybiegającemu do siebie po trzykroć chłopcu przekazywać nadal jedynie swoje doświadczenie życia i mądrość, ale czy wtedy spełniło by się to, co Bóg zaplanował?

    Jan Chrzciciel mógł nie pomagać swoim uczniom w odnalezieniu Mesjasza, mógł ich zatrzymać przy sobie. Ale czy wtedy wypełnił by swoje wielkie zdanie? Przecież długie lata przygotowań i oczekiwań miały służyć właśnie przyjściu Boga-Człowieka.

    Zadania, które dziś podejmują kapłani także temu dziełu mają służyć. Przychodzimy do spowiednika, ale to Jezus Chrystus gładzi grzechy. Wzywamy księdza do chorego człowieka, a on przynosi Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Zachwycamy się słowami kaznodziei, ale jego głoszenie – jeśli robi to autentycznie – jest mową samego Boga, którego słowo zostaje w sercu. Bo kapłan przychodzi i odchodzi, a Jezus zostaje.

    Raz po raz słyszy się ubolewania nad tym, że z pasterzami Kościoła źle się dzieje. Bez względu na to, czy jest tak rzeczywiście, czy nie, we wspólnocie Kościoła czujemy się za nich odpowiedzialni. Kapłan jest najbardziej sobą, gdy podnosi Ciało Chrystusa i mówi: Oto Baranek Boży. Kiedy dziś będzie wymawiał te słowa, poproś Boga, by pomógł mu w każdym momencie życia wskazywać na Tego, który przechodzi pośród nas.