NIEDZIELA 05.08.2018

Wierzcie, że otrzymacie

     Czasownik modlić się w wielu językach europejskich wywodzi się od słów oznaczających prośbę, błaganie, wołanie. Tak jest między innymi w wielu językach słowiańskich (także po polsku), po łacinie i po angielsku. Codzienną pracą chrześcijanina jest doskonalenie się w modlitwie. W Biblii widzimy jednak, że mądra prośba jest równie trudna jak mądra modlitwa.

    Izraelici kilka tygodni po tym jak Mojżesz przeprowadził ich przez Morze Czerwone nie pamiętają już w czym uczestniczą. Pan postawił przed Żydami ogromne przedsięwzięcie – ucieczkę z niewoli i powrót do przeznaczonej im Ziemi Obiecanej. Jednocześnie nieustannie dokonuje cudów przez Mojżesza i Aarona. Żydzi jednak wciąż nie rozumieją wagi sytuacji, zaczynają szemrać i przeklinać Boga.

    Izraelici żądają chleba i mięsa. Żydzi – pasterze – żywią się mięsem hodowanych przez siebie zwierząt. Bóg nie zsyła im udźców wołowych czy tuszek baranich, a za to daje im stado migrujących przepiórek. Żydzi nie dostają też chleba. Bóg zsyła im mannę, nowy, nieznany pokarm, którym będą się sycić codziennie przez 40 lat. Żydzi nie dostają dokładnie tego, czego chcieli, jednak tym razem są zaspokojeni. 

    Wiele lat później Żydzi znów nie rozumieją danej im ogromnej szansy. Tyle tysięcy lat wyglądany Mesjasz kroczy między nimi, wypędza demony i uzdrawia, Niebiosa rozstępują się nad nim, a oni testują Go, prosząc o rzeczy doczesne. Chrystus odpowiedzialny za lud mnoży dla niego chleb, ale gdy głosi, że nie po to przyszedł, nikt Go nie rozumie. Mesjasz był inny niż Żydzi się spodziewali. Za tę inność odrzucili Go, zawiesili na krzyżu i pozostali głusi nawet po tym, jak pokonał śmierć.

    W modlitwie łatwo popaść w roszczeniowość. Bóg jest przecież wszechmogący i bez trudu mógłby mi dać to, czego potrzebuję, najlepiej jeszcze dziś.

    Takie rozumowanie jest błędne z dwóch powodów. Po pierwsze zakłada, że to czego chcemy jest dobre dla nas i dla wszystkich wokół. Odpowiedzialny rodzic nie daje swojemu dziecku wszystkiego, czego ono zachce. Zamiast cukierków daje owoce, a zamiast błogiej bezczynności przydziela obowiązki. Czy rodzic kpi w ten sposób z dziecka? Męczy je? Oczywiście, że nie. Działa dla jego dobra. A my przecież jesteśmy dziećmi Boga.

    Po drugie, zakładamy, że jesteśmy gotowi na wszystko, czego chcemy, ale przecież nie zawsze tak jest. A na dary Boże trzeba być gotowym. Wszak zmarnowanie talentów jest grzechem. Nie bez powodu psalmista woła Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie / a Ty ich karmisz we właściwym czasie. Cierpliwość jest cnotą, a dar wyczekiwany jest wart o wiele więcej, szczególnie jeśli to oczekiwanie będzie dłuższe niż nasze ziemskie życie.

    Tak Żydzi 2000 lat temu, jak i my dziś, szukamy dowodów, że Bóg jest wśród nas. Warto pamiętać, aby swoimi namolnymi (źródłosłów wspólny z modlitwą) prośbami nie zakrzyczeć świadczących o tym znaków.